Polityka i ekonomia - niezależne komentarze i felietony. Wizualizacja muzyki - muzyka klasyczna, malarstwo i balet. Więcej muzyki na witrynie CQClassical na YouTube.
Blog > Komentarze do wpisu

Zabawa Hofmana w Indian

Kiedyś, będąc chłopięciem, ochoczo uczestniczyłem w zabawach w Indian. Nie wiedziałem jeszcze, że termin „Indianie”, spopularyzowany przez dzielnych marynarzy Kolumba, jest różnorodny znaczeniowo; zależy od kontekstu kulturowego, różnistych pod-tekścików historycznych. Po napisaniu przez Pawła Palczowskiego „Kolędy moskiewskiej”, na początku XVII wieku szlachta widziała w Rosji „polskie Indie Zachodnie”, a Rosjanie mieli być naszymi Indianami i byli nimi przez kilka lat.
Z kolei Fryderyk II, w listach do Woltera, Polaków nazywał Irokezami, utożsamiając nas ze wszystkim, co warcholskie, dzikie i okrutne. Dla Prusaków z kolei, Polacy byli Indianami i poniekąd stworzyli sobie, w wyniku rozbiorów, polski rezerwat. Zresztą w tym samym czasie upadało powstanie wodza Ottawów Pontiaca, którego imię większości kojarzy się z marką samochodów – oni też mieli swoje indiańskie getto.  Podczas II Wojny, jeszcze przed Shoah, w rejonie Zwierzyńca Niemcy chcieli stworzyć rezerwat dla Żydów;  teraz potomkowie Dawida mieli tam występować w roli czerwonoskórych.

Zacząłem o tym wszystkim myśleć wtedy, gdy do debaty publicznej przedostał się cytat z gorących ust i takiej głowy, rzecznika największej partii opozycyjnej, iż „Rząd chce byśmy byli jak Indianie w rezerwacie”. W ten sposób komentował plany Sikorskiego, dotyczące dalszej integracji w UE. Oczywistą oczywistością jest, że pogląd Hofmana jest bzdurzeniem-majaczeniem i podobnych nonsensów nasłuchamy się przez cztery lata, ze strony wszystkich opcji – uważają Polaków za …kretynów , szczególnie podatnych na socjotechniczne i intelektualne manipulacje. Gorące usta PiS-u odwołują się też do pojęć niepodległości i suwerenności, rodem ze starych broszur Józefa Pawlikowskiego czy Karola Sienkiewicza. Archaicznych i zupełnie nie przystających do czasów dyktatu finansjer i globalizacji. Ale oprócz zwyczajnego głupstwa w tyradach Hofmana jest coś więcej; przebija z nich właśnie mentalność Indian, którzy sami dla siebie stworzyli rezerwat, czują się w nim dobrze i tylko czasami, żeby zwierać własne szeregi, wymyślają sobie Białych i ścieżki wojenne. Udają, że chcą być lub są Białymi. I parafrazując „Ostatniego Mohikanina” Coopera,  imć dobrodziej Hofman to nie jest wcale Sokole Oko. Podobny jest raczej do wodza Huronów i z Maguą łączy go taka sama szlachetność, prostolinijność, głębia myśli, porównywalna do czystej toni niejednego …miejskiego strumienia . Te ostatnie słowa piszę z przekąsem. Chyba odrobinę złośliwym…

Za kilka dni marsz Indian, wznoszenie haseł iż, są jedynymi prawdziwymi wyrazicielami racji, poglądów Białych. I ich uliczne tańce przy dźwiękach bębnów.. W tym czasie może wrócę do jakiejś powieści Jamesa Fenimore’a Coopera.I będzie to nie tylko powrót do świata dzieciństwa.

http://mareksienkiewicz.wordpress.com/

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2011
















piątek, 09 grudnia 2011, niss26an49
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: