Polityka i ekonomia - niezależne komentarze i felietony. Wizualizacja muzyki - muzyka klasyczna, malarstwo i balet. Więcej muzyki na witrynie CQClassical na YouTube.
Blog > Komentarze do wpisu

Uświęcanie zbrodni

Uświęcanie zbrodni, czyli o filozoficznych i literackich żródłach relatywizmu moralnego Rewolucja moralna Friedricha Nietzschego wbrew intencjom wielkiego filozofa, powołującego się na „arystokratycznego ducha polskiego”, doprowadziła do relatywizacji norm moralnych, podważania obiektywnego istnienia dobra i zła. Twórca „Ecce Homo” i jego epigoni na przekór sobie stworzyli filozoficzne uzasadnienie dla występku i zbrodni. Zbrodnię zaczęto traktować jako wyraz buntu przeciw „moralności niewolników” i afirmację prawdziwej natury jednostki. Krok dalej poszedł jeden z duchowych uczniów Nietzschego, francuski pisarz Andre Gide w „Lochach Watykanu” w 1914 roku. Jeden z bohaterów powieści Lafcadio popełnia zbrodnię bez motywu; wyrzuca z pędzącego pociągu przypadkowego i zupełnie nieznanego sobie człowieka. Od tej pory jednym z wielu nurtów tematycznych w literaturze i sztuce będzie tzw.zbrodnia bezzasadna, związana z etosem wolności i niezależności człowieka.
Po drugiej wojnie wielkim głupstwem byłoby, przy okrutnym szaleństwie Shoah, dyskutować nad względnością moralności. Jednak do zbrodni utożsamianej z kaprysem, chwilową zachcianką, nawiąże dość szybko w „Obcym ” Albert Camus; główna postać i narrator Marsault zabija na plaży właściwie bez powodu Araba. To wydarzenie pozwala mu przezwyciężyć absurd istnienia, które jest tylko, jak mawiał Heidegger, egzystencją ku śmierci. Z niebezpieczeństwa tej drogi zapewne zdawał sobie sprawę Rafał Wojaczek; nawiązywał przekornie do Camusa, pisze brutalnie w „Piosence odwrotnej strony medalu”: „Więc pogrzebacz rozgrzej w piecu /Ból zadawaj nie obiecuj/”. Ostatnie lata w literaturze i sztuce to już wręcz apologia bezzasadnej zbrodni. Wszak zło jest bardziej interesujące, budzi przerażenie, ale też ogromną, nienasyconą nigdy w pełni ciekawość. Ironicznie ten trend kulturowy potraktował Oliver Stone w filmie „Urodzeni

mordercy” Zabijający wszystkich jak popadnie, Mickey i Melory, to idole nowej generacji, bożyszcze tłumów i mediów w Mac-Świecie. Mniej śmieszne jest to, że w Europie nie słabnie zainteresowanie Roberto Succo.
Ten Włoch, bez żadnego powodu, zamordował kilkanaście osób. Klasyczny przypadek mordercy bez motywu i w miarę sensownego uzasadnienia. Powstają o nim dramaty, powieści, filmy. Przy okazji podejmowane są próby zrozumienia i rozgrzeszenia jego czynów. Także psychologicznego i filozoficznego uświęcania zbrodni, nadawania jej znaczenia sacrum. Można to traktować jako jeden z symptomów dogłębnego kryzysu naszego kręgu kulturowego i części elit intelektualnych.

II

Roberto Succo, mając 19 lat, zamordował rodziców, gdyż nie chcieli pożyczyć mu samochodu. Potem zabił na terenie Francji i Włoch, bez istotnego powodu, kilkanaście osób. Działał bez żadnego motywu. Przy zatrzymywaniu przez policję podobno stwierdził: ”Jestem mordercą, moim zawodem jest zabijanie ludzi”. Succo, po schwytaniu, popełnił samobójstwo w więzieniu, 25 lutego 1988 roku, w rodzinnym Mestre.

Ten młody Włoch zafascynował francuskiego pisarza i dramaturga Bernarda Marie Koliesa , który napisał sztukę „Roberto Zucco”. Ujrzała ona światło dzienne w 1989 roku i stała się powodem do gwałtownych polemik.
Kolies mitologizuje postać Roberta, przydaje mu cechy biblijnego herosa. Mianowicie walczy on w imię nieskrępowanej niczym wolności, z wszelkimi ograniczeniami społecznymi i etycznymi, a przy tym jest dogłębnie samotny. Zawierza jedynie dziewczynce i ona wyda go w ręce stróżów prawa; ona pozbawi go destrukcyjnej mocy, jak Dalila Samsona. Bohater podejmie próbę ucieczki, lecz w końcu skonstatuje:
„Nie ma co próbować przez mury, bo za tymi murami są następne, wszędzie jest więzienie”. Wchodzi na dach, dążąc ku słońcu ginie w jego oślepiającym blasku. Upada jak Ikar.

Kolies bez ogródek przyznał w wywiadzie dla „Der Spiegel”: „Ten człowiek zabijał bez jakiejkolwiek przyczyny. I dlatego jest dla mnie bohaterem. Odpowiada w pełni człowiekowi naszego wieku.(…)A w formie, w której popełnia swoje morderstwa, odnajdujemy wielkie mity, na przykład mit o Samsonie i Dalili”.
Francuz otwarcie nobilituje seryjnego zbrodniarza. Intelektualnie tłumaczy go i rozgrzesza, nawiązując do prawdy o naturze ludzkiej, jako siedliska agresji i zła. Uświęca jego czyny, ubierając go w szaty postaci z biblijnej czy antycznej tragedii. Tworzy niebezpieczny etos.

Sztuka „Roberto Zucco” zaczęła odnosić duże sukcesy w latach 90-tych w Berlinie, Paryżu, Warszawie. Na tym jednak nie zakończyła się afirmacja tej postaci. Pisarz Pascale Froment napisał w 1994 roku napisał o nim książkę . Na początku naszego stulecia Cedric Kahn zrealizował film, w którym Succo jest jakby nowym Jamesem Deanem, wielkim „buntownikiem bez powodu”, wzorem dla bohaterów XXI wieku.
Szaleństwo, związane z Włochem rozwija się i trwa w najlepsze. Stygmatyzuje też zasadę,że zło jest wyraziste, pociągające, ekspresyjne i pamiętane. Szlachetność i dobro najczęściej bezimienne i zapomniane.

III

Nagłaśnianie sprawy Succo poprzez film Cohena „Roberto Succo” czy powieść Fromenta „Prawdziwa historia Roberto Succo, zabójcy beż powodu „, a także wielu jemu podobnych zabójców, stwarza pewien paradoks.
Mianowicie apologia „zbrodni bez motywu „staje się zarzewiem i motywem następnych zbrodni, nowego danse macabre. Wiąże się to z pragnieniem wyjścia poza anonimowe, marne życie i zyskania swoich „pięciu minut” w audio i tele globalnej wioski. Potwierdzają to przypadki Johna Hinckleya, Marka Chapmana, których biografie stanowią natchnienie dla następnych straceńców. Na marginesie można dodać, iż Hinckley, niedoszły zabójca prezydenta Reagana, był zafascynowany nie tylko Jodie Foster, ale też Travisem z „Taksówkarza” Martina Scorsese, a Chapman, morderca Johna Lennona, uznawał sam siebie za nowe wcielenie Holdena Couffielda, bohatera „Buszującego w zbożu” Salingera. Zatem za tymi zbrodniami kryła się podstawa kulturowa, pewien wzorzec popularyzowany przez zwariowany świat mediów. A motywem „zbrodni bez motywu” jest przemożna chęć stania się bożyszczem tłumów. Kimś znanym i podziwianym w masowej wyobraźni.

Fascynacja ciemną stroną natury ludzkiej, perwersyjnymi oprawcami i katami nie jest tylko domeną kultury Zachodu. Dzięki Yukio Mishimie nastąpiło pełne i niesłychanie odważne otwarcie na tą problematykę literatury w Japonii. Prym wiodą pisarki. Jedna z ostatnich książek Kirino Natsuo „Groteska”, o zabójstwie dwóch prostytutek i relacji o tych wydarzeniach Kazue, jest w swoim mrocznym klimacie i przesłaniu bliska „obcemu ” Camusa. Z kolei Hitomi Kanehara każe w „Językach i kolczykach”( w Polsce wydanie w 2007 roku)każe swojej młodziutkiej bohaterce Liu, odnajdywać swoje prawdziwe „ja” w brutalnym seksie i sadomasochizmie, zobojętnieniu na przemoc. Ta książka to duchowy manifest dwudziestolatków z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Ustawiczne próby racjonalizacji, rozgrzeszania w końcu uświęcania zbrodni bez motywu i przyczyn w literaturze i sztuce ?! To kulturowa droga donikąd lub na skraj przepaści. A jednak coraz częściej stawiamy na niej stopy. I idziemy przed siebie.

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2011

https://mareksienkiewicz.wordpress.com/

Marek Sienkiewicz

Copyright by Marek Sienkiewicz, 2011


czwartek, 24 listopada 2011, niss26an49
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: