Polityka i ekonomia - niezależne komentarze i felietony. Wizualizacja muzyki - muzyka klasyczna, malarstwo i balet. Więcej muzyki na witrynie CQClassical na YouTube.
Blog > Komentarze do wpisu

Polska w czasach relatywizmu moralnego (1)

Jan Paweł II nie krył swych obaw w związku z tym, że coraz bardziej w życiu społecznym i politycznym, a także w mediach, jak zaobserwował, znaczenia nabiera postawa, którą określał, jako relatywizm moralny. Uważał to zjawisko, jako wielkie zagrożenie dla rozwoju ludzkości oraz dla demokracji.

W swej encyklice, „Veritatis splendor” napisał, że pojawia się „ poważna groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego wchłonięcia przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu każdej ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z relatywizmem etycznym.” Wiadomym jest faktem, iż papież nie sprzeciwiał się zasadom demokracji, a wręcz uchodził za jej orędownika. Nie twierdził, że demokracja sama w sobie jest czymś groźnym; ostrzegał jednak przed relatywizmem, który – jak pisze dalej, pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność rozpoznawania prawdy Można nawet powiedzieć, że jest to obrona demokracji przed niebezpieczeństwem, które zagraża jej samej”.

Jan Paweł II uważał, że współczesny człowiek zagrożony jest przez manipulację sumieniem, co prowadzi do relatywizmu moralnego. Polega on Mn. na tym, że ludzie żądni władzy chcą rządzić sumieniem i jego wymogami. W kulturze, która nie uznaje prawd uniwersalnych, łatwo można dojść do wniosku, że obiektywne dobro i zło nie liczą się. Dobro zaczyna oznaczać to, co w danej chwili dla kogoś jest przyjemne lub pożyteczne.

Ważnym dla przyszłości elementem życia społecznego w ciągle ewoluującym społeczeństwie globalnym, jest poprawne kształtowanie się norm moralnych decydujących o kształcie codzienności. Ten kształt normy moralnej jest wypadkową miłości społecznej, solidarności, przedstawia własne zaangażowanie w tworzenie dobra społecznego. To Chrystus naucza człowieka o postępowaniu moralnym. Od Niego dowiadujemy się, co jest dobrem a co złem. Jak powinno wyglądać nasze postępowanie w dzisiejszym tak bardzo rozwiniętym i globalnym świecie.

Te rozważania największego Polaka i jednego z najznakomitszych filozofów XX wieku, są mi bardzo bliskie. Winny one być, dla każdego, busolą na drodze do poszukiwania prawdy. Także prawdy o sobie, czasem gorzkiej, ale prawdziwej, bo jej poznanie daje szansę na poprawę stanu swego sumienia.

Ten wstęp był mi potrzebny, bo chciałem nawiązać do ostatnich wydarzeń w Polsce, nie tylko związanych z obchodami 1 rocznicy katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Katyń – miejsce, które każdemu Polakowi kojarzy się jak najgorzej. W młodości trudno było mi uwierzyć w słowa mego Ojca, który opowiedział mi, kto dokonał tej zbrodni. Wiele lat później, tak samo nie mogłem pojąć, jak może głowa państwa polskiego, pospołu z biskupem polowym WP, pokazać się na katyńskim cmentarzu w stanie nietrzeźwym, bezczeszcząc to święte miejsce. Dalej nie mogę zrozumieć, dlaczego polski generał splamił mundur polskiego oficera i spożywał alkohol w drodze do Katynia. Przecież wiem to, na 100%, że żaden polski żołnierz w stopniu szeregowego nie zrobiłby tego, bo wielokrotnie widziałem, jak ci żołnierze godnie prezentowali polski mundur za granicą, a co dopiero mówić o takim miejscu jak Katyń.

Pan minister Miller ocenił w stacji TVN, że w organizmie generała alkohol wydzielił się zapewne po śmierci. Z kolei red. Miecugow raczył był stwierdzić lekceważąco, że w Irlandii przy takiej zawartości można nawet prowadzić samochód. To samo zresztą powtórzył wcześniej minister Miller.
Te reakcje stanowią klasyczny przykład relatywizmu moralnego. Jest on zapewne uzasadniony tym, że to „Ruskie” w raporcie MAK-u oskarżyły naszego generała o spożywanie alkoholu na pokładzie prezydenckiego samolotu. Większość komentarzy w mediach, szukających na siłę jakiejkolwiek winy „Ruskich”, nosi znamiona zachowania niegodnego chrześcijanina. Wyciągają jakieś mniej znaczące kwestie, w rodzaju, z kim rozmawiał kontroler lotu ze Smoleńska przez telefon i porównuje się ich "presję psychiczną" do presji, jakiej podlegali polscy piloci, usiłując wykonać zadanie.  Rosjanie zapewne mieli dylemat, co zrobić z napierającymi na lądowanie w Smoleńsku Polakami, ale przecież w żadnym wypadku nie mogli wywołać skandalu międzynarodowego, kategorycznie tego zabraniając. Zresztą nie musiało to wcale odnieść skutku, bo, jak pokazało zachowanie załogi Jaka-40, polscy piloci wykonali manewr lądowania we mgle, lekceważąc „Ruskich” i ich zakazy. A gdyby przypadkiem manewr lądowania TU-154 by się powiódł, media urządziłaby wówczas awanturę na cały świat, że „Ruscy” nie chcieli dopuścić polskiego prezydenta na miejsce kaźni jego rodaków. Krótko mówiąc, polskie reakcje na raport MAK-u, który obiektywnie biorąc, dość trafnie wskazuje na główne i podstawowe przyczyny katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, są w większości żenujące, a nawet oburzające.  Media, a nawet przedstawiciele rządu, a głównie zainteresowani w mataczeniu organizatorzy i wykonawcy lotu po stronie polskiej, potępili ten raport w czambuł. Pokazali tym samym zarozumiałość, besserwisserstwo, pychę i odporność na niewygodną prawdę. Ta, bowiem, jest - jak to niechcący wyrwało się prezydentowi Komorowskiemu - porażająco prosta: zawiniło polskie bałaganiarstwo, lekceważenie przepisów i ogólna niefrasobliwość. W czasach PRL-u określało się taką postawę „tumiwisizmem”. Cała reszta to tylko dodatki, bez większego znaczenia dla meritum sprawy.

Ta postawa oraz świadome dążenie do politycznego wykorzystania katastrofy lotniczej przez Jarosława Kaczyńskiego oraz jego giermków otworzyły szeroko drogę do zachowań, demonstracji i insynuacji, jakich świadkami była Warszawa 10 kwietnia br. Uważający siebie za katolików demonstranci oraz mówcy, jawnie i mnie otwarcie, grzeszyli, naruszając boskie przykazanie – „Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu”.  Wulgarne obwinianie rezydenta Komorowskiego i premiera Tuska za współdziałanie z „Ruskimi”, nazywanie ich zdrajcami i porównywanie do Stalina – to obraz aberracji umysłowej polskiej prawicy narodowej, korzystającej z praw demokratycznych wolności słowa. Nasuwa się pytanie – jak długo jeszcze odpowiedzialne w Polsce organa za przestrzeganie ładu konstytucyjnego będą tolerować działania, zorganizowane w celu obalenia porządku konstytucyjnego w Polsce? Czy postępując w ten sposób, nie popełniają grzechu zaniechania, jak niegdyś w Bawarii, gdy bojówki  nowo-powstałej NSDAP rozpoczynały dzieło zastraszania i ubezwłasnowolnienia Niemców? Podzielam obawę prof. Kuźniara, że Jarosław Kaczyński pilnie potrzebuje wsparcia od swego spowiednika, bo inaczej trafi do piekła. Z drugiej strony, doradca prezydenta Komorowskiego troszczy się nadaremnie. Bo jak jeszcze całkiem niedawno opowiedziała dobra znajoma Jarosława Kaczyńskiego, prof. Staniszkis, prezes PiS jest katolikiem, ale do komunii nie przystępuje. Zdaję się na jej wiedzę, bo twierdziła, że przez długi czas chodzili do tego samego kościoła w Warszawie. Widocznie wie, o czym mówi. Cdn

wtorek, 12 kwietnia 2011, niss26an49
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: